Zastanawialiście się jakie polskie gry są najbardziej popularne za granicą? Z całą pewnością Wiedźmin, Dead Island, a także Call of Juarez. Kowbojski cykl od Techlandu zaliczył jednak poważną wpadkę w postaci – The Cartel, która ku ubolewaniu fanów i recenzentów z całego świata została przeniesiona z realiów Dzikiego Zachodu do współczesności. Gra zebrała bardzo słabe noty i gdy wydawało się już, że serii nie uda się uratować, to na horyzoncie pojawiło się światełko nadziei w postaci Call of Juarez: Gunslinger…

Pomimo powrotu na Dziki Zachód w grze nie uświadczymy ani braci McCall, ani innych nawiązań do poprzednich shooterów . Twórcy wykonali grę zupełnie od podstaw, zmieniając warstwę fabularną, mechanikę rozgrywki i klimat. Gunslinger jest typowo zręcznościowym FPS-em, nastawionym na szybką akcję i ciągła rozwałkę przy pomocy dostępnego w grze uzbrojenia.

Call of Juarez Gunslinger – recenzja screen 2

W najnowszej produkcji Techlandu przyjdzie nam wcielić się w postać Silasa Greavesa, sędziwego już łowcę nagród, który przybywa do saloonu i zaczyna snuć swoją historię. Jak przystało na starego kowboja, Silas od alkoholu ani przechwałek nie stroni, przez co jego opowieść bywa przekoloryzowana, a czasem i pełna błędów. Ciekawe jest jednak to, że wszystko to ma odzwierciedlenie na ekranie – wydarzenia dynamicznie się zmieniają, a czasem przyjdzie nam nawet kilka razy przechodzić ten sam fragment gry na różne sposoby, gdyż główny bohater plącze się w faktach lub przypomina sobie dodatkowe informacje. Podczas samej gry towarzyszy nam narracja Silasa, która świetnie buduje klimat, chociaż jednocześnie czasami potrafi rozkojarzyć i wybić z rytmu, szczególnie w trakcie strzelanin. Wymiana ognia z przeważającymi siłami przeciwników to nasze główne zadanie, ale nikt nie spodziewał się chyba niczego innego.

Call of Juarez Gunslinger – recenzja

Techlandowi udało się to zrealizować śpiewająco – walka jest bardzo dynamiczna i niezwykle płynna, a pozbywanie się kolejnych przeciwników sprawia niesamowitą frajdę. Przy okazji warto wspomnieć o tym, że gra ani na moment nie wydała mi się monotonna – duża w tym zasługa sekwencji QTE i pojedynków z bossami, wśród których znajdziemy prawdziwe legendy Dzikiego Zachodu – Billy Kida, Jesse Jamesa oraz Braci Daltonów. Same pojedynki są bardzo klimatyczne, jednak ciężko nie odnieść wrażenia, że czasem nie działają tak jak należy i zależą bardziej od szczęścia niż od naszych faktycznych umiejętności. Oprócz tego Gunslinger posiada system nagradzania nas za wyjątkowo widowiskowe akcje – headshoty, strzelanie do ruchomych celów itp. Zdobyte punkty pomagają nam awansować na kolejne poziomy doświadczenia i rozwijanie naszej postaci w jednej z trzech dziedzin, odpowiadającej różnym typom broni – rewolwerów, strzelb i karabinów.

Call of Juarez Gunslinger – recenzja pc

Jeżeli widzieliście screeny lub nagrania z tej produkcji, to pewnie zauważyliście na jaki styl graficzny zdecydował się Techland. Osobiście uważam, że zastosowanie delikatnego cel-shadingu było strzałem w dziesiątkę – świetnie podkreśla klimat, a przy tym maskuje niedoskonałości grafiki. Dobre wrażenie robią też cutscenki, przedstawiane w formie komiksowych klatek oraz fragmenty, w których prezentowani są nasi główni przeciwnicy, wykonane w stylu, jakiego nie powstydziłby się sam Tarantino. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że Gunslinger ma wiele cech wspólnych z ostatnim filmem tego reżysera, tj. „Django”.

Sama gra jak na tytuł pierwotnie mający ukazać się jedynie w wersji digital jest bardzo rozbudowana. Przejście głównego wątku fabularnego zajmuje około 6-7 godzin, co jest wynikiem, którym coraz częściej mogą pochwalić się pełnoprawne produkcje kosztujące 2-3 x więcej niż najnowsze dziecię Techlandu. Do tego musimy jeszcze doliczyć Tryb Zręcznościowy, czyli pozbawioną fabuły rozwałkę i śrubowanie naszych wyników, a także Tryb Pojedynków, w którym zmagamy się z kolejnymi rewolwerowcami w starciach jeden na jednego. Osobiście zabrakło mi jednak jakiegokolwiek trybu dla wielu graczy, chociażby w postaci pojedynkowania się ze znajomymi – brzmi świetnie i wydaje mi się, że nie byłoby to trudne do zrealizowania. Nie ma jednak co rozpaczać, bowiem nawet bez multiplayera gra dostarcza zabawy na naprawdę długi czas, szczególnie jeśli lubimy nieustannie poprawiać nasze rezultaty.

Call of Juarez Gunslinger – recenzja screen 1

Chociaż do tytułu pochodziłem z rezerwą, to przy Gunslingerze bawiłem się naprawdę świetnie. Jeśli poszukujecie dynamicznej strzelanki, która nadaje się zarówno do kilkunastominutowych sesji dla odstresowania, jak i kilkugodzinnego grania przy jednym posiedzeniu, to najnowsza odsłona Call of Juarez z całą pewnością przypadnie wam do gustu. Pomimo drobnych i niekiedy irytujących błędów gra robi naprawdę dobre wrażenie i z całą pewnością warta jest zakupu, szczególnie biorąc pod uwagę jej atrakcyjną cenę.

Call of Juarez: Gunslinger – recenzja
Powrót na Dziki Zachód okazał się dla Techlandu strzałem w dziesiątkę. Gunslinger jest jednym z najbardziej grywalnych tytułów tego 2013 roku, a przy tym jego oprawa nadaje mu niesamowitego klimatu.
Grafika85%
Audio80%
Grywalność90%
Plusy
  • Narracja i klimat
  • Styl graficzny
  • Świetny stosunek jakości do ceny
Minusy
  • Brak jakiegokolwiek multi
  • Pojedynki bywają irytujące
85%Punktacja
Ocena czytelników: (1 Głosuj)
100%

O Autorze

Zapalony gracz od kilkunastu lat (tak, zaczynałem w bardzo młodym wieku ;)). Ulubiony gatunek? To dla mnie bez znaczenia, jestem w stanie docenić każdą grę, jeśli faktycznie ma ona coś do zaoferowania, nie znoszę jednak odcinania kuponów od znanych marek - kolejne części Call of Duty nie są dla mnie. ;)

Podobne Posty