Ostrzegam, będzie słodko.

Właśnie obejrzałam zapowiedź trybu co-op „Child of Light” i… chwilę później przejrzałam słownik synonimów, bo miałam wrażenie, że brakuje mi słów, by opisać, jak bardzo jestem oczarowana tym, co zobaczyłam.

Powiedzieć o tej grze „śliczna”, to mniej więcej tyle, co dać studiu Ubisoft w twarz. „Child of Light”, opisywane przez twórców jako „grywalny poemat”, to powrót do przeszłości i czasów szczenięcych, kiedy najważniejsza była wieczorna bajka na dobranoc, czytana przez rodzica.

Tytułowe „Dziecko Światła” to mała księżniczka Aurora, która zostaje przeniesiona do magicznego świata Lemurii. Przed dziewczynką stoi arcytrudne zadanie – by pomóc ojcu i uratować królestwo, musi odzyskać skradzione przez Królową Ciemności słońce, księżyc i gwiazdy. Za towarzysza i przewodnika służy jej (grywalny w co-op!) świetlik Igniculus.

Wspomniany na początku krótki filmik sprawił, że westchnęłam. Gra wizualnie jest po prostu przepiękna – plastyczna jak obrazek malowany akwarelami, urocza jak shoujo mangi czytane za młodu. Muzyka – to wisienka na torcie. Gdybym miała krótko opisać „Child of Light”, powiedziałabym, że zapowiada się na delikatną, eteryczną „młodszą siostrę” duńskiego „Limbo„: jest równie specyficzna, ale w subtelny sposób, przywodzący na myśl bajkowe „Limbo dla dziewczynek”.

Zresztą, kurczę, zobaczcie sami. I pamiętajcie, żeby grać ze swoim Świetlikiem 😉

P.S. Premiera 30 kwietnia.

Podobne Posty