Moja przygoda z alfą Destiny zaczęła się od stworzenia postaci. I tu już pierwsze zaskoczenie – kreator jest bardzo rozbudowany i w niczym nie odstaje od pełnoprawnych gier MMORPG. Możemy wybrać jedną z trzech ras – ludzi, tajemniczych awoken i robotycznych exo. Ma to jednak znaczenie wyłącznie kosmetyczne i w żaden sposób nie wpływa na nasze statystyki. Czym innym jest zaś wybór klasy postaci – Titana, Huntera lub Warlocka. Każda jest całkowicie inna i o ile tytani preferują brutalną siłę i cechują się wytrzymałością, o tyle taki łowca jest już dużo bardziej podatny na obrażenia i najlepiej spisuje się kampiąc przeciwników z większej odległości. Dalej…dalej był chaos. Destiny rzuciło mnie prosto w wir wydarzeń, a w alfie brakowało jakiegokolwiek tutoriala i wprowadzenia. Potem zaś gra stawała się coraz ciekawsza.

Destiny First Look Alpha_20140612210937

Po ukończeniu jednej z misji fabularnych wybrałem się do Tower – miasta, które pełni rolę centralnego huba, w którym możemy kupować i sprzedawać przedmioty, przeglądać skrzynkę pocztową i skrytkę na przedmioty, a także łączyć się w grupy z innymi Strażnikami – bo tak, w grze nazywają się postacie sterowane przez graczy. Co ciekawe, przebywając w Tower zmienia się kamera – zamiast widoku z pierwszej osoby mamy kamerę TPP. Wbrew pozorom jest to świetny zabieg, dzięki któremu możemy zobaczyć, jak w pełne krasie wygląda nasza postać po zebraniu garści nowych przedmiotów. 😉 Gdy uznałem, że jestem już gotowy do kolejnej wyprawy, skorzystałem z towarzyszącego mi Ghosta, będącego czymś na wzór drona ze sztuczną inteligencją, aby przenieść się na orbitę. To właśnie z tego miejsca mamy dostęp do mapy, na której możemy wybrać cel naszego lotu – w alfie do naszej dyspozycji oddano wspomnianą już wcześniej misję fabularną, tryb eksploracji w rosyjskim kosmodromie, jeden Strike, czyli odpowiednik dungeona z gier MMORPG i Crucible, gdzie możemy powalczyć z innymi graczami. Trzymając się tego, w jakiej kolejności ja bawiłem się w Destiny, opiszę najpierw eksplorację.

Destiny First Look Alpha_20140614133333

Jak sama nazwa wskazuje, w tym trybie dostajemy sporych rozmiarów mapę, na której rozsiani są przeciwnicy, gracze i mnóstwo zadań do wykonania. Ich lokalizacje pokazuje Ghost – wystarczy nacisnąć touchpad na DualShocku 4 i już widzimy gdzie możemy się udać. Questy, cóż, nie są przesadnie skomplikowane i bardzo przypominały mi World of Warcraft – zabij 10 przeciwników, zbierz przedmioty z ciał poległych wrogów itd. Pomimo pozornej monotonii i powtarzalności, to jest to całkiem niezłe zagranie. Pomyślcie sami – co robicie w dziesiątkach FPS’ów przez cały czas? Właśnie – strzelacie. Tutaj robimy to samo, a przy okazji dostajemy za to cenne doświadczenie, pieniądze i przedmioty. Przyznam się bez bicia, że nie do końca jestem przekonany na temat tego, jak w grze wygląda system lootu – jestem prawie pewien, że jest to całkowicie losowe, ale mogę się mylić, jeśli ktoś ma na ten temat inne zdanie, to proszę o komentarz pod tym wpisem. Co do lootu – w tym aspekcie gra przypomina Borderlands, jednak z tą różnicą, że nie zbieramy jedynie broni, ale też elementy pancerza. I tutaj niespodzianka, w grze występują statystyki, jak w klasycznych MMORPG – mamy inteligencję, siłę itd., a poszczególne punkty dają nam odpowiednie bonusy, jak np. szybsze przeładowywanie lub odnawianie się specjalnych umiejętności.

No i jeszcze jedna niespodziewajka – nie tylko my awansujemy na kolejne poziomy doświadczenia, ale nasz ekwipunek również, pod warunkiem, że jest on określonej jakości. Po zdobyciu kolejnych leveli dostajemy dostęp do nowych umiejętności, zarówno aktywnych (u mojego łowcy był to Golden Gun i rzucanie nożami), jak i pasywnych (np. podniesienie pewnych statystyk). Zarówno rozwój postaci, jak i zarządzanie ekwipunkiem jest genialnie zorganizowane – bardzo proste do nauki i nie wymagające od nas poświęcania kilkudziesięciu minut na rozłożenie skilli, punktów itd. Wracając do eksploracji – mapa wygląda na niewielką tylko pozornie, po kilkunastu minutach zaczynamy dochodzić do wniosku, że na terenie kosmodromu jest masa poukrywanych jaskiń, tuneli i innych lokacji. Osobiście udało mi się dotrzeć do jednej z miejscówek przedstawianych na zwiastunie – cmentarzyska z wrakami samochodów. Muszę przyznać, że klimatem to miejsce może równać się z serią Metro – wow! Szkoda, że nie zastałem tam żadnych przeciwników, ale rozumiem, to nadal wczesna faza gry. Co ciekawe, podczas przemierzania trybu eksploracji możemy natknąć się na losowe zdarzenia – raz trafiłem na wyjątkowo silnego przeciwnika, któremu miałem przeszkodzić w dotarciu do celu, jednak nie podołałem. Grając dzień później, w prawie tym samym miejscu pojawił się olbrzymi, mechaniczny pająk – na szczęście w okolicy byli inni Strażnicy i razem udało się nam go rozłożyć. Zarówno cmentarzysko pojazdów, jak i walkę z tym losowym bossem możecie zobaczyć na poniższym nagraniu.

Na eksploracji spędziłem najwięcej czasu i nabiłem tam 6 poziom, który sprawiał, że nadawałem się już do wyprawy na Strike – The Devil’s Lair. I wiecie co? Tryb eksploracji był świetny, a Strike – genialny! Tutaj trzeba współpracować i dogadywać się z innymi graczami, a także wykorzystywać specjalne cechy poszczególnych klas, bo inaczej robi się zbyt ciężko. Ja, niestety musiałem grać z losowymi osobami, bez headsetu i momentami było okropnie trudno – całość (trzech bossów) zajęło nam ponad godzinę i kilkanaście zgonów. Satysfakcja była jednak ogromna. W Devil’s Lair udało mi się wbić poziom 8 – maksymalny w alfie i zdobyć nieco lepszy sprzęt. Po wizycie w Tower i szybkiej zmianie odzienia przyszedł czas na kolejny punkt programu – The Crucible, czyli klasyczne PvP.

Destiny First Look Alpha_20140614134332

W alfie do dyspozycji mamy jeden tryb walk z innymi graczami – Control, w którym przejmujemy punkty rozsiane na mapie. Z reguły nie przepadam za sieciowymi strzelankami (co-op i singla uwielbiam, w trybach z rywalizacją jestem strasznym noobem ;)), jednak w Destiny nawet ja czułem się czasami jak prawdziwy heros, zwłaszcza gdy udawało mi się zabić dwie osoby pod rząd przy pomocy noża, albo jednym, celnie rzuconym granatem wysadzić grupkę przeciwników. Zagrałem na dwóch mapach – obie całkowicie się od siebie różniły i wymagały innej strategii. Samo Crucible można przyrównać do Call of Duty, z delikatnymi naleciałościami z serii Halo – jest szybko, dynamicznie, a bez używania specjalnych umiejętności raczej od razu możemy spisać się na straty.

Destiny First Look Alpha_20140614200637

Gra wygląda i brzmi obłędnie. Graficznie jest to zdecydowanie jedna z najładniejszych produkcji na konsolach nowej generacji. Oczywiście, liniowe korytarzówki takie jak Ryse i Killzone: Shadow Fall mogą mieć bardziej dopracowane wnętrza i modele postaci, ale jednak biorąc pod uwagę całokształt, to jednak Destiny jest górą. Lokacje są duże, a przy tym świetnie zaprojektowane – przemierzając rosyjski kosmodrom było czuć niedawną potęgę i wielkość tego miejsca, po której została tylko rdza, wyniszczone pomieszczenia i zapadnięte tunele. Przygrywająca w grze muzyka jest nieźle dobrana do tego, co aktualnie dzieje się na ekranie, ale zwróciłem na to uwagę dość późno, bo dopiero podczas starć z bossami w The Devil’s Lair – trzeba przyznać, że świetnie motywuje do walki, nawet po 5 – 6 zgonach. Muszę jeszcze wspomnieć o osobie dubbigującej Ghosta, bo jest nią nie kto inny, a sam Peter Dinklage, czyli Tyrion Lannister z Gry o Tron. Na obecnym etapie produkcji Bungie miałem jednak spore wątpliwości co do jego występu. Zdaje sobie sprawę z tego, że podkłada on głos sztucznej inteligencji i jego kwestie najprawdopodobniej mają brzmieć bez emocji, ale jakoś mnie to nie przekonuje. Kto wie, może w późniejszej części gry będzie to nieco poprawione, zmienione?

Destiny First Look Alpha_20140613112404

Pomimo bycia jedynie w fazie alfa, Destiny już teraz było niezwykle grywalne i praktycznie pozbawione błędów. Jedna rzecz, której mógłbym się przyczepić to AI wrogów, które czasami zawodzi. No, i może respawny przeciwników, ale zdaję sobie sprawę z tego, że w grze z elementami MMO ciężko jest to zbalansować. Bardzo podobała mi się za to nowoczesna mechanika – nacisk na trzy rodzaje amunicji (broń główna, broń poboczna i broń ciężka) i konieczność jej rozsądnego używania, jak również granaty, których nie musimy zbierać – mamy jeden granat, który odnawia się po pewnym czasie. Wszystko to sprawia, że Destiny wymaga od nas taktycznego podejścia – nie możemy tutaj pędzić wprost przed siebie niczym Rambo, bo niechybnie zginiemy. Zamiast tego musimy dbać o amunicję i używać granatów oraz specjalnych umiejętności w odpowiednich momentach. Trochę żałuje, że nie udało mi się pograć ze znajomymi – jestem pewien, że wtedy gra jeszcze bardziej rozwinęłaby skrzydła. Niemniej jednak, te kilka godzin spędzonych na testowaniu nowego shootera Bungie będę wspominał bardzo miło, niecierpliwie wyczekując premiery gry we wrześniu.

O Autorze

Zapalony gracz od kilkunastu lat (tak, zaczynałem w bardzo młodym wieku ;)). Ulubiony gatunek? To dla mnie bez znaczenia, jestem w stanie docenić każdą grę, jeśli faktycznie ma ona coś do zaoferowania, nie znoszę jednak odcinania kuponów od znanych marek - kolejne części Call of Duty nie są dla mnie. ;)

Podobne Posty