Tęsknicie za boskimi soundtrackami, obłąkańczym humorem i specyficznym komiksowym klimatem „Borderlands”? Ja też. I mam dobrą wiadomość: już niedługo pojawi się nowa okazja, by pohasać po Pandorze. Tyle, że już nie jako vault-hunter, ale (prawie) przeciętny mieszkaniec planety. A właściwie – dwójka mieszkańców…

Poznajcie Fionę i Rhysa. Ona ma bajeczną gadanę, on – superwykoksane, elektronicznie zmodyfikowane ramię. Łączą ich dwie rzeczy – urocza słabość do naginania faktów i rozpasana chciwość. Dlaczego nie wspominam o epickich, świecących SMG i rażących prądem snajperkach? Ano dlatego, że – jak sama nazwa wskazuje – w „Tales From The Borderlands” możliwość dokonywania finezyjnych masakr w kolejnych siedliskach psycholi ponoć przestaje być główną atrakcją. Zgodnie z zapowiedziami twórców, to zaszczytne miano przypadnie nietypowemu rozwojowi fabuły i opowiadanej przez dwójkę bohaterów historii. Historii – zaznaczmy – dość mocno, przez każde z nich, personalizowanej. Panna Oszustka i Pan Made-In-Hyperion kłamią, naginają i przekręcają fakty – zostawiając nas przed wyborem tej wersji wydarzeń, którą uznamy za korzystniejszą.

Telltale Games obiecuje jednocześnie, że sama historia to nie wszystko – fani „klasycznej” wersji „Borderlands” będą mieli okazję do rozwijania specyficznych umiejętności obu postaci oraz pomachania różnymi cackami rodem ze składziku broni Marcusa. „Borderlands może być czymś więcej, niż wystrzeliwaniem ludziom w twarze całych magazynków. ‚Tales’ pokażą, że równie fajną opcją jest wystrzeliwanie ludziom magazynków w twarz, a następnie rozmowa z nimi” – wyjaśnia Anthony Burch z Gearbox Software, studia-matki dwóch pierwszych odsłon gry.

Szczerze? Oby, oby. Ale jeśli okaże się, że najmocniejszą stroną „Opowieści…” są jednak ekwilibrystyczne pląsy z giwerą w ręce – coś mi mówi, że się nie obrażę…

P.S. Premiera podobno we wrześniu.