Czasami na mój komputer, tudzież konsole trafiają gry, które na długo zapadają mi w pamięć. Uwarunkowane jest to różnymi powodami – nietuzinkową historią, piękną grafiką lub wpadającą w ucho ścieżką dźwiękową. Bywa też, że trafiają się koszmarki, które są tak tragiczne, że również ciężko o nich zapomnieć. Recenzowana przeze mnie Hydrophobia nie zalicza się do żadnej z tych grup, bowiem jest produktem, który mógłby znajdować się w encyklopedii pod hasłem „Typowy średniak”.

Twórcy mieli bardzo ciekawy pomysł na ten tytuł – w Hydrophobii wcielamy się w postać Kate Wilson, pani mechanik, pracującej na Queen of the World, olbrzymim statku pełniącym rolę pływającego miasta dla najbogatszych ludzi. Taki stan rzeczy nie podoba się jednak terrorystom, którzy organizują atak na ten właśnie okręt. Akcja szybko nabiera tempa – do wnętrza dostają się nie tylko zamachowcy, ale też ogromne ilości wody… Brzmi ciekawie, prawda? Niestety, podczas gry odniosłem wrażenie, że twórcy pogubili się przy tworzeniu scenariusza. Początkowy patos i klimat szybko mija, pozostają natomiast nieścisłości fabularne i błędy podczas samej rozgrywki. Jeszcze bardziej irytująca jest zupełna bezpłciowość postaci, a szczególnie głównej bohaterki. Nie ma w niej za grosz charyzmy, nie sposób się z nią utożsamić i tak naprawdę zupełnie nie interesowały mnie jej dalsze losy. Zabawna jest też tytułowa przypadłość głównej bohaterki – pomimo lęku przed wodą Kate pływa i nurkuje niczym młoda foka.

Hydrophobia pc

Niespójności fabularne i mizerne przedstawienie postaci to jednak zaledwie początek, przejdźmy do samego sedna rozgrywki. Hydrophobia w tej kwestii nie zaskakuje, jest to typowy shooter, z drobnymi elementami zręcznościowymi i niezbyt wymagającymi zagadkami. Zabawę można przyrównać do ubogiej wersji Tomb Raidera (niestety, raczej wcześniejszych odsłon niż najnowszej części) – Kate skacze, wspina się i strzela do przeciwników, którzy są kompletnymi idiotami, bo sztuczna inteligencja wydaje się tutaj zupełnie nie występować. Oponenci nie tylko zachowują się kompletnie irracjonalnie, ale czasem blokują się w przejściach i radośnie podrygują w miejscu, czekając aż zostaną ustrzeleni. Do tego dochodzi toporne sterowanie podczas walki i zaledwie jedna broń (co prawda z kilkoma rodzajami amunicji, ale jednak…), co sprawia, że sekwencje strzelankowe przestają przynosić jakąkolwiek radość. Znacznie lepsze niż starcia z terrorystami są zmagania z żywiołem. Woda zrealizowana jest naprawdę fenomenalnie, zarówno pod względem grafiki, jak i fizyki. Przez otwarte drzwi, okna i dziury w ścianach wlewa się do wnętrz statku, porywając po drodze różne, mniejsze i większe przedmioty. Bardzo często będziemy musieli też wykorzystać ją do rozwiązywania pewnych łamigłówek, np. aby dostać się do wyżej położonych miejsc, zalać pewne pomieszczenia itd. Te sekwencje robią bardzo dobre wrażenie i aż szkoda, że cała reszta jest co najwyżej średnia, bo potencjał był spory.

Hydrophobia

Poza wodą, reszta oprawy graficznej jest raczej poniżej obecnie obowiązujących standardów. Otoczenie jest surowe i aż nazbyt sterylne, a modele niektórych postaci to zupełna porażka. Szczytem wszystkiego są terroryści, którzy wydają się być jakimiś futurystycznymi klonami, prosto z produkcji taśmowej, bo niemal wszyscy wyglądają tak samo. Także animacje nie robią dobrego wrażenia, a główna bohaterka (przynajmniej moim zdaniem) porusza się jak mężczyzna. Rozumiem, że praca w męskim zawodzie zobowiązuje, ale bez przesady… Najgorszym elementem jest jednak kamera (to chyba jakaś przypadłość recenzowanych przeze mnie tytułów, w Metal Gear Rising było podobnie), która lubi od czasu do czasu pokazać nam, co dzieje się na suficie i znajdującej się nieopodal ścianie, zupełnie nie przejmując się akcją na ekranie. Jeśli chodzi o warstwę audio, to nie jest lepiej – dialogi są mdłe, głosy postaci nie przekonują w żaden sposób, muzyki praktycznie nie ma, a kiedy już się pojawia, to w ogóle nie zwraca się na nią uwagi.

Hydrophobia Prophecy

Hydrophobia: Prophecy, jak już wspomniałem jest grą przeciętną. Twórcy mieli wiele ciekawych pomysłów – interesującą fabułę, miejsce akcji i doskonale zrealizowaną fizykę wody, jednak tak naprawdę otrzymaliśmy średnią zręcznościówkę, która niczym nie różni się od dziesiątek innych, podobnych tytułów, a w porównaniu z niektórymi z nich wypada po prostu kiepsko. Nikt jednak nie oczekiwał chyba tytułu na miarę Uncharted i Tomb Raidera. Czy warto więc dać szanse przygodom Kate Wilson? Jeśli lubicie tematykę katastroficzną i sci-fi, to raczej tak, szczególnie biorąc pod uwagę niską cenę tej gry. W innym przypadku możecie sobie ten tytuł z czystym sumieniem odpuścić.

Hydrophobia - recenzja
Z bólem serca muszę wystawić stosunkowo niską ocenę grze, w której główną bohaterką jest ciągle mokra kobieta. Smutne, ale cóż, taka praca recenzenta.
Grafika60%
Audio50%
Grywalność50%
Plusy
  • Realistyczna woda
  • Pomysł na grę
  • Ciekawe lokacje
Minusy
  • Strasznie krótka
  • Przeciwnicy są głupi jak but
  • Nijakie postacie
53%Punktacja
Ocena czytelników: (0 Votes)
0%

O Autorze

Zapalony gracz od kilkunastu lat (tak, zaczynałem w bardzo młodym wieku ;)). Ulubiony gatunek? To dla mnie bez znaczenia, jestem w stanie docenić każdą grę, jeśli faktycznie ma ona coś do zaoferowania, nie znoszę jednak odcinania kuponów od znanych marek - kolejne części Call of Duty nie są dla mnie. ;)

Podobne Posty