Wydaje mi się, że film o Jobsie od początku był skazany na porażkę. Nie ma możliwości, by życie tak barwnej jednostki bez uproszczeń i niedomówień zmieścić w zarezerwowanych dla kinowego obrazu dwóch godzinach. Obawy okazały się słuszne, chociaż…mogło być gorzej.

jOBS (tytuł jest napisany poprawnie – to celowy zabieg twórców) „skacze” po wydarzeniach z życia głównego bohatera – zaczyna się od prezentacji pierwszego iPoda w 2001 roku, później widzimy epizod z Reed College, gdzie przyszły twórca Apple znalazł pierwsze inspiracje (między innymi również narkotyczne), a kończy na triumfalnym powrocie do swojej firmy w 1997. Znajdziemy tu pełno charakterystycznych szczegółów, jak np. uporczywe parkowanie na miejscu dla niepełnosprawnych czy żywieniowe fanaberie, jednak największym grzechem jOBSa jest brak sensownego ich umotywowania. „Łączenie kropek”* mocno kuleje, przez co część działań Steve’a wydaje się nielogiczna – nie zostały pokazane wcześniejsze wydarzenia, które doprowadziły do pewnych zachowań.

Z drugiej strony, pomimo kulejącego scenariusza to naprawdę dobrze zrealizowany i przede wszystkim zagrany film. Ashton Kutcher poradził sobie z główną rolą, a aktorzy drugoplanowi sprawili się co najmniej poprawnie – na uwagę zasługują przede wszystkim postacie Mike’a Markkuli (Dermot Mulroney) i Steve’a Wozniaka (Josh Gad). Na pewno jOBS jest w stanie wzbudzić zainteresowanie życiem jednej z najważniejszych dla branży komputerowej jednostek w historii i stanowi świetną odskocznię do lektury biografii autorstwa Waltera Isaacsona.

*”łączenie kropek” to termin ze słynnego wykładu Jobsa, dostępnego pod tym adresem.

[youtube id=”LR6yMl2FZSQ” width=”600″ height=”350″]

Podobne Posty