Macie czasem tak, że po ukończeniu jakiejś gry marzycie o tym, aby przedłużyć to doświadczenie, np. oglądając film opowiadający historię? A może interesuje Was fabuła tytułów ekskluzywnych, w które w najbliższym czasie nie zagracie i myślicie sobie:  „cholera, gdyby ta gra doczekała się ekranizacji, to pierwszy leciałbym do kina!”. Jeśli możecie zidentyfikować się z którąś z dwóch wymienionych przeze mnie postaw, to tworzony przeze mnie, zupełnie nowy cykl regularnych (miejmy nadzieję!) felietonów powinien przypaść Wam do gustu. Zamierzam tutaj zająć się filmami, które pełnymi garściami czerpią z gier komputerowych. Na pierwszy ogień wziąłem tytuł, który od ponad roku cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem, czyli The Last of Us. Starałem się możliwie jak najbardziej unikać spojlerów, zarówno związanych z produkcją Naughty Dog, jak i filmami, ale jakieś drobne „wpadki” mogły mi się zdarzyć, za co z góry przepraszam. Nie martwcie się jednak – czytając poniższy tekst raczej nie zepsujecie sobie zabawy.

Historia Joela i Ellie jest bez wątpienia jedną z najbardziej trzymających w napięciu opowieści w historii gier komputerowych. Towarzysząc tej dwójce w ich podróży przez post-apokaliptyczne Stany Zjednoczone jesteśmy świadkami wydarzeń zarówno przerażających, jak i zabawnych, a nawet wzruszających. Jeśli jednak jesteście zapalonymi kinomanami, to podczas gry może towarzyszyć Wam wrażenie typu „gdzieś to już widziałem”. Dlaczego? To jest akurat stosunkowo proste. Twórcy najprawdopodobniej inspirowali się dwoma  filmami – Ludzkimi Dziećmi z Clivem Owenem i Drogą z Viggo Mortensenem.
Pierwsza z produkcji powstała w roku 2006 i opowiada o niedalekiej przyszłości, w której ludzie utracili zdolność reprodukcji. Od kilkunastu lat na świecie nie rodziły się nowe dzieci, społeczeństwo się starzeje, wymiera i zmierza do nieuniknionej zagłady. Głównym bohaterem filmu jest Theodore Faron. Człowiek w średnim wieku, który pewnego dnia zostaje uprowadzony przez organizację bojowników o nazwie Fishes. Jak się okazało, jej członkowie chronią pewien „skarb” – kobietę o imieniu Kee, która jakimś cudem jest w ciąży.  Faron, chcąc nie chcąc, staje się jej osobistym bodyguardem, mającym bezpiecznie doprowadzić ją do Projektu Humanitarnego. Sprawy szybko jednak wymykają się spod kontroli, gdy okazuje się, że Fishes zamierzają wykorzystać Kee do własnych celów. Tak oto, nasz główny bohater naraża się na niebezpieczeństwo zarówno ze strony terrorystów, jak i rządu.  Czy uda mu się wykonać zadanie? Czy Kee faktycznie będzie rozwiązaniem zagadki braku płodności?

Podobieństwa widoczne są już na pierwszy rzut oka – ba, Theo Faron nawet fizycznie przypomina Joela! Chcecie więcej? No to patrzcie – w The Last of Us mamy bojowników należących do organizacji Fireflies, w Children of Men – Fishes. Nadal mało? No to co powiecie na to, że w obu produkcjach, kluczową dla fabuły rolę pełni kobieta, którą opiekuje się główny bohater?   Uwierzcie mi – jeśli skończyliście The Last of Us i obejrzycie Ludzkie Dzieci,  to szybko załapiecie o czym mowa.  Oczywiście, w filmie Alfonso Cuarona brakuje mutantów, a świat zmaga się z innym problemem, ale klimat  i tu, i tu jest bardzo zbliżony. Podobne jest też podejście głównego bohatera, który początkowo nie jest ani trochę zadowolony z sytuacji, w którą został wmanewrowany, jednak stosunkowo szybko pomiędzy nim, a eskortowaną przez niego kobietą rodzi się nić porozumienia.
 Drugi z wymieniony przeze mnie filmów, Droga, jest dziełem znacznie trudniejszym w odbiorze. Nie mówię, że Ludzkie Dzieci są miłe i przyjemne, niczym Kucyki Pony, ale to jednak mimo wszystko zupełnie inne kino. Film w reżyserii Johna Hillcoata charakteryzuje się ciężką, przygnębiającą atmosferą, która momentami potrafi naprawdę zdołować. Fabuła opowiada o losach ojca i syna, przemierzających zniszczoną Amerykę. O ile w Ludzkich Dzieciach społeczeństwo funkcjonowało w miarę normalnie, o tyle tutaj ciężko mówić o jakichkolwiek, większych grupach ocalałych. Ci, którzy przeżyli w większości przypadków wracają do najbardziej prymitywnych, zwierzęcych instynktów lub łączą się w grupy i polują na innych ludzi. Jest nieprzyjemnie, okropnie, a pomimo jedynie garstki żyjących, tak naprawdę nikomu nie można zaufać – każdy żyje tylko i wyłącznie dla siebie. Praktycznie jedynymi, pozytywnie wyróżniającymi się na tle tych osób ludźmi jest dwójka naszych bohaterów. Wydaje się, że jako jedyni zachowali oni resztki humanizmu. Ich celem jest dotarcie do wybrzeża, w poszukiwaniu lepszego, a przede wszystkim – bezpieczniejszego życia.

Ludzkie Dzieci, Droga, The Last of Us. Te trzy produkcje łączy wiele wspólnych elementów. Wszystkie opowiadają o losach dwójki osób w niesprzyjających warunkach, o podróży przez zniszczone miasta. W każdej z nich apokalipsa wygląda inaczej. Nieważne jednak, czy jej przyczyną jest nuklearny wybuch, czy też zarodniki grzybów – te dwa filmy i gra opowiadają bardzo podobne historie. Pokazują ludzi, którzy za wszelką cenę starają się dotrzeć do swojego celu. Każda z tych historii, pomimo niewątpliwie smutnej otoczki, opowiada też o nadziei, szansie na lepsze życie i odbudowę zrujnowanego świata.

O Autorze

Zapalony gracz od kilkunastu lat (tak, zaczynałem w bardzo młodym wieku ;)). Ulubiony gatunek? To dla mnie bez znaczenia, jestem w stanie docenić każdą grę, jeśli faktycznie ma ona coś do zaoferowania, nie znoszę jednak odcinania kuponów od znanych marek - kolejne części Call of Duty nie są dla mnie. ;)

Podobne Posty