Gabriel prezentuje się piekielnie dobrze.

Są takie tytuły, których szczerze zazdrościłem posiadaczom konsoli i Castlevania: Lords of Shadow dawniej należał do tego grona. Dlaczego należał? Otóż parę dni temu miała miejsce premiera tak zwanego Deluxe Edition tej gry, co w skrócie oznacza, że gracze PC (tacy, jak ja) mogą raczyć swoje oczy naprawdę świetnym produktem TPP.

Z dziennikarskiego obowiązku przedstawię na początek parę suchych faktów. Castlevenia: Lords of Shadow to remake klasycznej gry z lat 80tych, w której wcielaliśmy się w postać Gabriela, członka tak zwanego Bractwa Światła mającego za zadanie walkę z wszelakimi pomiotami Pana Ciemności (światło > ciemność, ma sens, nie? ;)). Powstał z tego naprawdę fajny slasher TPP, choć tak do końca nazywając tą grę slasherem to jednak lekkie faux pas w stronę twórców, którzy usilnie starali się dorzucić do niej choćby podstawowe elementy RPG.

Bardzo fajną częścią samego procesu tworzenia Castlevanii jest fakt zatrudnienia firmy Kojima Productions, która odpowiadała za pierwowzór dobre 30 lat temu. Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania, a wcale nie jestem fanem gatunku TPP. Pierwsze co rzuca się w oczy to naprawdę dobra optymalizacja gry. Nie zauważyłem praktycznie żadnych problemów z zacinaniem się gry, praca kamery jest (o dziwo, bo przywykłem do czego innego) naprawdę doskonała, a całość dopełnia przepiękna grafika, z którą notabene też nie jest źle w sensie technicznym.

Mówiąc kolokwialnie, Castlevania jest absolutnie piękna wizualnie i pokazuje to na niemal każdym etapie. Te wykonano z niebywałą dbałością o szczegóły oraz zaskakującą różnorodnością, a oba elementy sprawiają, że przemierza się je naprawdę przyjemnie. Fakt, tego typu grę trzeba polubić bowiem jest tutaj naprawdę dużo „siekania”, combosów i innego typu standardowych elementów rodem z konsoli, ale skumulowano to w bardzo dobrej mieszance grywalności, efektowności i dojrzałej fabuły. Przywykłem do grania w tego typu produkty na padzie XBOX 360 przebudowanym tak by działał na PC i gra w stu procentach wspiera tego typu rozwiązanie techniczne, co wcale nie jest tak oczywistą kwestią przy tego typu konwersjach.

Dopełnieniem jest naprawdę fajna muzyka, która dodaje klimatu nie tylko podczas walki z różnego typu bossami, ale także zwykłego przemierzania leveli. Osobiście ogromnym, pozytywnym smaczkiem jest także zatrudnienie znanych aktorów, którzy dają głos postaciom w grze. W ten sposób (mam tu na myśli oryginalną wersję językową) będziemy mogli usłyszeć tak znane nazwiska, jak Robert Carlyle i Patrick Steward i nie muszę chyba dodawać, jak pozytywnie wpływa to na całą rozgrywkę.

Dobrym przykładem tego typu produkcji jest chociażby Darksiders 2, choć to gra o zupełnie innym klimacie. Powinna Wam jednak uświadomić z czym „je się” Castlevanię. Jeśli lubicie tego typu produkcje to nie macie się nad czym zastanawiać i czym prędzej kupcie produkt na Steamie. Myślę jednak, że to gra, którą warto się zainteresować nawet nie będąc fanem gatunku. Można bowiem przegapić naprawdę dobrą, wciągającą grę.

O Autorze

Podobne Posty