Tradycyjnie zabrakło mi czasu, żeby napisać ów tekst w momencie, kiedy tytułowa gra była jeszcze na topie, nie mniej jednak obiecałem recenzję i recenzja będzie. W telegraficznym skrócie, żeby dobrze zacząć ów art, Rage jest dla mnie Falloutem i Mad Maxem w jednym, shooterowym stylu, który jest tak samo piękny wizualnie, jak niestety wkurzający technicznie. Po kolei jednak.

Cały koncept najnowszej produkcji ID Software to poniekąd powrót do korzeni FPS’ów, tj. strzelanie, strzelanie i jeszcze raz strzelanie, choć w tym konkretnym przypadku zostało to rozwinięte o elementy jeżdżenia samochodem i kilka funkcjonalności znanych z gier RPG. Trzeba bez kozery przyznać, że gra jest zarówno dobra, jak i niebywale wręcz ładna, ale znajduje się w niej coś takiego co sprawia, że nie do końca możemy cieszyć się grywalnością na wysokim poziomie i niestety w dużej mierze jest to „zasługa” problemów technicznych.

Zacznijmy może od intra, bowiem to zdecydowanie przykuło moją uwagę, nie tylko ze względu na to, że jest naprawdę klimatyczne, ale chyba bardziej przez to, że spodziewałem się czegoś zupełnie innego. Fajne wprowadzenie, które z jednej strony nie mówi nam o szczegółach katastrofy asteroidy (jaka doprowadziła do apokalipsy na ziemi), z drugiej zaś opowiada nam dokładnie tyle ile na początku rozgrywki powinniśmy wiedzieć. Zdecydowany plus. Już na początku grywalnej części RAGE zdążymy zauważyć, że klimat to jedna z mocnych stron tego produktu. Będąc jeszcze w samej kapsule ratunkowej, która stanowi dosłownie pierwsze sekundy gry widzimy rzeczy jak najbardziej zachęcające nas do poświęcenia temu tytułowi nieco więcej czasu. Prawdziwa zabawa zaczyna się jednak w momencie, w którym wyjdziemy na zewnątrz…

…tam czeka nas bowiem pełen niebezpieczeństw i jakże pięknie skonstruowany świat, rodem z post apokaliptycznych wizji pisarzy science fiction. Rozrzucone tu i ówdzie pozostałości po miastach, autostradach, grasujący wokół bandyci i mutanty, wszystko w typowo smutnej, nieco jałowej scenerii, już na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie, jakbyśmy oglądali kolejną część przygód Mad Max’a, choć nieco bardziej zmodyfikowaną niż pierwowzór. Jest to oczywiście kolejny atut, szczególnie, że nie musimy czekać zbyt długo, żeby akcja rozwinęła się na dobre. Każdy, ale to każdy kto pisał recenzję najnowszego dzieła ID Software skupił się w temacie dogrywających się podczas rozgrywki tekstur i choćbym chciał omijać ten temat szerokim łukiem, to niestety nie jestem w stanie tego zrobić. Dosłownie od pierwszych minut jesteśmy świadkami czegoś co, nie bójmy się tego stwierdzenia, wygląda, jak zrobione na kompletne odwal się. Gdy obrócimy głowę, tekstury z miejsca, na które właśnie patrzymy najpierw stają się rozmyte, a dopiero po sekundzie, dwóch, takie jakie udźwignie nasz komputer, innymi słowy na powrót ostre. Tak – w opcjach nie mamy możliwości ustawienia niczego więcej niż rozdzielczości obrazu, trybu pełnoekranowego i antyaliasingu. Delikatny zonk, jeśli chcecie znać moje zdanie.

Poznęcam się jeszcze nad Johnem Carmackiem, cytując jego wypowiedź świeżo po premierze: „Skupialiśmy się na konsolach, PC były dopiero na drugim miejscu”. Doskonale to rozumiem, bowiem podobnie robi dziś większość producentów, nie mniej jednak można było przewidzieć pewne problemy techniczne, szczególnie, że ID Software nie jest debiutantem na rynku. Oczywiście po premierze pojawiły się patche i innego typu łatki, nie mniej jednak nie wszystkim działają one tak, jak powinny.

Mówiłem już, że niemal od razu zostajemy wciągnięci w wir akcji? Ta, kiedy rozpocznie się na dobre, stanowi naprawdę świetną zabawę, na którą składa się kilka czynników. Przede wszystkim jest to wyborna wręcz animacja postaci. Każdy przeciwnik zachowuje się naprawdę naturalnie, doskonale wręcz reagując na to, w jaki sposób go trafimy i gdzie. „Hit spoty” ułożone są niemal wszędzie i to naprawdę cieszy oko. Często zdarzyło mi się również odstrzelić danemu delikwentowi samo, zazwyczaj metalowe nakrycie głowy. Całości tego idyllicznego obrazu psuje nieco (a może nawet bardzo) sztuczna inteligencja przeciwników. Poza bezpośrednią szarżą, albo chowaniem się za osłonami nie są oni w stanie zrobić absolutnie nic. Zero flankowania, zero działań grupowych, słowem – nic. W dzisiejszych czasach można było postarać się o coś, choćby troszkę bardziej rozbudowanego. Fajnym elementem jest to, że, szczególnie podczas długich walk, amunicja stanowi towar naprawdę deficytowy i trzeba ją niezwykle szanować.

Wróćmy jednak do dobrych elementów rozgrywki. Po raz kolejny muszę wspomnieć o klimacie, bowiem ten tryska z ekranu niemal w każdej lokacji, niezależnie od tego czy znajdujemy się w przerobionym ze stacji paliw terytorium Hagar’a, w znajdującym się pod jurysdykcją szeryfa Wellspring czy kiczowatej stacji Mutant Bash TV. Wszędzie czuć naprawdę fajną, niepowtarzalną atmosferę, a i design poszczególnych leveli stoi na wysokim poziomie, przede wszystkim ze względu na swoją spójność i dużą dbałość o szczegóły. Radocha z przemierzania lokacji byłaby jeszcze większa gdyby nie fakt, naprawdę wkurzającego doczytywania się tekstur. Irytację pogłębia brak możliwości ustawienia synchronizacji pionowej, przez co liczba klatek na sekundę skacze od 60 do nawet 15.

Modele postaci również wprawiają w „achy i ochy” z tej prostej przyczyny, że są zrobione naprawdę ładnie. Świetny przykład stanowi tutaj chociażby burmistrz Wellspring czy szalony wręcz JK Stiles. Również pomniejsze NPC stworzone są naprawdę ciekawie, co więcej rozmowa z nimi ujawnia też świetnie nagrane dialogi (w wersji anglojęzycznej). To chyba jedna z tych rzeczy, do których w RAGE absolutnie nie można się przyczepić.

Prawdziwą wisienką na torcie jest możliwość korzystania z wszelkiego rodzaju pojazdów, pod warunkiem, że są to pojazdy kołowe. Od róznorakich quadów po samochody większe i mniejsze – naprawdę jest w czym wybierać. Zabawa zaczyna się w momencie, w którym dostajemy nasz drugi pojazd, w Wellspring. Ten możemy bowiem dowolnie modyfikować, dodając do niego nowe zawieszenie, różnoraką broń czy nawet lakier. Tak przygotowany wóz możemy wykorzystać we wszędobylskich wyścigach, za które otrzymujemy bądź to pieniądze, bądź nowe samochody. Wozy przydają się również w przemieszczaniu się po świecie gry, a jako, że ten nie należy do najprzyjaźniejszych, często wykorzystamy w niej też zamontowany na aucie arsenał.

Wybaczcie strasznie chaotyczną recenzję, nie mniej jednak mam naprawdę mieszane uczucia w stosunku do RAGE. Z jednej strony jest to gra naprawdę dobra, wciągająca nie tylko klimatem, ale i oprawą graficzną (niektóre, pomniejsze błędy można wybaczyć), z drugiej zaś to produkt momentami niezwykle wręcz zabugowany i nieco nie dorastający do pięt poprzednim dziełom znanego studia. Owszem ID Software po seriach Quake i Doom nareszcie „zrezygnowało z korytarzy” na rzecz otwartego świata, który jednak w obietnicach miał być nieco większy niż jest w rzeczywistości. Przejechanie samochodem do miejsca, które, jeśli wierzyć opowieściom NPC, oddalone jest na najdalszym krańcu mapy, zajęło mi może 2 minuty, włącznie z walką po drodze. Dodatkowo niemal w każdym momencie zabawę psuje cholerne dogrywanie się tekstur i spójrzmy prawdzie w oczy, na takim poziomie, podobne rzeczy nie mogą się zdarzać. Daję więc grze całkiem mocną 7, na którą, w moim przekonaniu, jak najbardziej zasługuje.

Rage - recenzja
Klasyczny FPS w nowoczesnym wydaniu. Do tego postapokaliptyczny klimat i garść problemów technicznych. Niemniej jednak warto się z Rage zapoznać.
Grafika90%
Audio85%
Grywalność75%
Plusy
  • świetny klimat
  • interesujący świat
  • fantastyczny design postaci i lokacji
Minusy
  • doczytywanie się tekstur
  • bugi
  • ograniczone możliwości konfiguracji
83%Punktacja
Ocena czytelników: (0 Votes)
0%

O Autorze

Podobne Posty