Uwielbiam internetowe spinki związane z branżą gier. Przy okazji premiery jakichś głośnych, kontrowersyjnych lub wyczekiwanych tytułów jest niemal 100% pewności, że dojdzie do sporych kłótni, problemów i…pozwów. Jako że zbliża się premiera Watch Dogs, to tylko kwestią czasu było pojawienie się jakiejś afery.

No i jest – mamy ją! Pewien niezbyt popularny serwis opublikował wczoraj „recenzję” gry, podobno bazowaną na normalnej kopii, pochodzącej ze sklepu, którą pan „recenzent” kupił… ponad tydzień temu. Jest to o tyle dziwne, że Watch Dogs w zeszłym tygodniu znalazło się w fazie gold, czyli zostało rozesłane do tłoczni…

Dodatkowego kolorytu całej tej sprawie dodaje sama forma recenzji. Pozbawiona jakichkolwiek szczegółów, pełna ogólników, które znane są osobom zainteresowanym mniej więcej od połowy 2012 roku, czyli ogłoszenia gry na E3. Wisienką na torcie jest opisywanie praktycznie samego trybu multiplayer – o singlu „recenzent” wspomniał jedynie, że jest całkiem fajny, ale tak właściwie to be, bo GTA V jest lepsze. Oczywiście, w komentarzach szybko rozpoczęła się burza, w której zresztą sam przez pewien czas uczestniczyłem. Udało mi się więc zaobserwować kilka ciekawostek – moderatorzy i sam „recenzent” z tego serwisu unikają dzielenia się z użytkownikami jakimikolwiek dowodami, które jednoznacznie wskazałyby na to, że są w posiadanie pełnej, nieokrojonej wersji Watch Dogs. No i jeszcze to mniemanie „recenzenta” o sobie. Pan Ali Naqi, bo tak zwie się ten jegomość podaje się za byłego redaktora Tom’s Hardware i PC Gamera. Po gruntownym śledztwie i przeszukiwaniu zasobów internetu nie udało mi się znaleźć JAKICHKOLWIEK dowodów na to, że ktoś taki udzielał się w poważniejszych mediach. Gdy napisałem o tym w komentarzu, to został on usunięty, a moje konto zablokowane. Szkoda, bo w rozmowach z „dziennikarzami” na tym portalu bawiłem się przednio.

Zastanawiacie się pewnie dlaczego nie podałem nazwy strony, ani linka do niej. Cóż – zamysłem autorów tekstu było zapewne nabicie sobie wielu unikalnych odwiedzin niskim kosztem i nie zamierzam im tego ułatwiać. Chociaż, muszę też przyznać, że jeśli z reklam wpadnie im jakaś dodatkowa kasa, to może być im bardzo potrzebna, bo Ubisoft chyba nie zostawi tej sprawy bez konsekwencji. A powodów do przyczepienia się i pozwu mają kilka, niezależnie od tego jak to faktycznie z tą „recenzją” było.

PS Ubisoft w tej sprawie wyraził się jasno – gra ukaże się 27 maja i wtedy też zostanie zniesione embargo na recenzję. Wszystkie materiały opublikowane do tej pory są tworzone bez ich błogosławieństwa i w wielu wypadkach też niewiarygodne. O ile w niektóre gameplaye na YT jestem w stanie uwierzyć, o tyle w opisywaną tutaj „recenzję” nie.

O Autorze

Zapalony gracz od kilkunastu lat (tak, zaczynałem w bardzo młodym wieku ;)). Ulubiony gatunek? To dla mnie bez znaczenia, jestem w stanie docenić każdą grę, jeśli faktycznie ma ona coś do zaoferowania, nie znoszę jednak odcinania kuponów od znanych marek - kolejne części Call of Duty nie są dla mnie. ;)

Podobne Posty