Informacje o grze
Nazwa gry: Limbo
Produncet: PlayDead
Wydawca: PlayDead
Platformy: PC/Xbox
Gatunek Zręcznościowa
Premiera PC: 02.08.2011
Po majowych i czerwcowych premierach, w przemyśle gier komputerowych czas zaczął płynąć jakby nieco wolniej. Lipiec był okresem prawdziwego sezonu ogórkowego, z istotnych premier na PC nie pojawiło się praktycznie nic (nie licząc polskiej wersji Emergency 2012), podobny stan utrzymuje się również teraz, na początku sierpnia. Z odsieczą spragnionemu graczowi przybywa pecetowa wersja gry Limbo, produktu zaskakującego pod wieloma względami.
Ciężko do końca określić o co chodzi w tej grze. Na samym jej początku pojawia się bliżej nieokreślony chłopczyk, który ni stąd ni zowąd budzi się w lesie. Ten już na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie nieprzyjaznego naszemu bohaterowi, a efekt potęguje smutna, czarno-biała scenografia i odczuwalny na kilometr, zawiesisty klimat. Najprawdopodobniej gdzieś na jego końcu znajduje się siostra głównego bohatera, którą ten decyduje się, przy naszej pomocy odnaleźć. Limbo to typowa, nieskomplikowana zręcznościówka, jedyne opcje sterowania, jakie dano nam do dyspozycji to bieganie w obie strony, skok oraz przycisk odpowiadający za wszelakie akcje (tym będzie np. przesuwanie czy ciągnięcie danego przedmiotu). Jak więc widzicie sterowanie nie wymaga niezliczonych godzin przesiadywania przy grze w celu opanowania go, co więcej tych 5 przycisków (strzałki plus CTRL) w zupełności wystarczy, by swobodnie grać w Limbo.
Gdyby spróbować ocenić Limbo skrótowo, to jest to gra podobna do Mario, w której obserwujemy wszystko w 2D z niemal zerowymi efektami muzycznymi, brakiem kolorów i niesamowitej grafiki. Taki osąd będzie jednak przesadzony, dlatego, że produkt PlayDead jest niewiarygodnie wręcz grywalny i należy do jednych z tych gier, które wciągają absolutnie i do reszty. Co urzekło mnie w tej grze? Zacznijmy może od fabuły, choć umieszczenie tego słowa w cudzysłowie będzie tu bardziej na miejscu. Od pierwszych sekund gry jesteśmy rzuceni w jej wir. Nie wiadomo gdzie się znajdujemy, jak, ani też po co się tu dostaliśmy, jaki jest nasz cel. Po prostu budzimy się wraz z chłopczykiem na ekranie w środku lasu i wiemy, że musimy się z niego wydostać. Wiemy więc tak samo niewiele, jak bohater, którym sterujemy i przyznaję, że takie podejście przypadło mi do gustu. Możemy bowiem spekulować, czy jest to koszmar senny głównej postaci, czy może inna rzeczywistość równoległa z naszą.
Na ekranie nie pojawia się setka podpowiedzi, które zazwyczaj są widoczne przy pierwszym uruchomieniu gry, nie uświadczymy również żadnych strzałek czy wskaźników. Jesteśmy niczym ten chłopiec – mamy radzić sobie samemu. Nigdy bym nie przypuszczał, że o grze zrobionej w technice 2D bez absolutnie żadnych kolorów poza białym i czarnym, z czystym sumieniem powiem, że jest piękna. Tak, Limbo jest piękne jeśli zwracamy uwagę na szczegóły. Trawa poruszająca się pod naszymi stopami, subtelnie wykonane muchy latające wokół, świetnie wykonana animacja wody oraz otoczenia, zmieniająca się głębia ostrości, mgła – to naprawdę robi wrażenie, a przede wszystkim roztacza wokół przekonanie o naprawdę dopracowanej grze. Wracając do animacji – ta, wykonana jest naprawdę świetnie. Pomijam już samo bieganie postaci, ale również wspomniana wyżej woda, trawa czy nawet olbrzymi pająk, pojawiający się tuż na początku gry, charakteryzują się płynnością ruchów i świetnymi przejściami między jedną animacją, a drugą. Choć wydaje się to banalne – to naprawdę sprawia, że Limbo obfituje w dodatkowe wrażenia wynikające z samej funkcjonalności tej gry, a w dzisiejszych czasach to według mnie spory plus.
Warstwa muzyczna gry dopełnia obrazu całości, tj. produktu minimalistycznego, ale celowo. Nie uświadczymy tu ścieżki muzycznej jako takiej, pojawiają się natomiast liczne dźwięki, czy to samego otoczenia, czy ruchów postaci (np. wspinania się, przeskakiwania itd.). Momentami w naszych uszach zabrzmi niepokojący, ale jakże nostalgiczny dźwięk związany z daną sytuacją, podkreślający jej charakter. Takie coś ma miejsce np. przy nieśmiertelnej już ucieczce przed pająkiem.
Nie oszukujmy się, Limbo jest grą smutną i to niezwykle. Już samo nasycenie czerni mówi nam o tym, że nie znajdujemy się w idyllicznym świecie. Niektóre sceny w grze, choć skonstruowane oryginalnie są naprawdę niepokojące. Spójrzmy chociażby na miejsce, w którym, aby przebyć akwen wodny należy stanąć na dryfującym na jego tafli ciele, czekając jednocześnie, aby nadbiegająca z góry postać utopiła się w nim, by po chwili na nią przeskoczyć.
To rozbudowany system fizyki sprawia, że gra jest tak bardzo przyjemna. Wszystko działa zupełnie tak jak powinno: kiedy stajemy na stromym zboczu, automatycznie zjeżdżamy w dół, jeśli przesuniemy nadcięte drzewo, to przewraca się ono, lina porusza się w zależności od tego, jak się na niej rozhuśtamy itd. Wszystko to połączone z dobrą fizyką daje świetny, a co najważniejsze spójny efekt.
Moje pierwsze skojarzenie z tym tytułem to dwie, charakterystyczne platformówki pt. Abe’s Oddysey i Abe’s Exoddus, nie dlatego, że sterowanie jest podobne, ale przez wgląd na naprawdę dużą dawkę zabawy, jaką dały mi oba tytuły. Nawet jeśli nie jesteście fanami platformówek to gorąco polecam Wam ten tytuł, choć jest stosunkowo krótki. Całość można przejść w 3-4 godziny, nie o to jednak chodzi. Limbo pokazuje bowiem, że nie trzeba wydawać niezliczonej ilości pieniędzy, przygotowywać niewiarygodnej grafiki, zatrudniać światowe sławy, by stworzyć produkt na porównywalnym poziomie grywalności co najlepsze tytuły. Z czystym sumieniem daje tej grze 9/10, a ten jeden punkt zabiorę jedynie za to, że jest za krótka.
- Klimat
- Prostota
- Wciąga!
- Za krótka
- Dla niektórych zbyt przygnębiająca




























Bardziej niż sen nasuwa mi się na myśl piekło a dokładniej otchłań (limbus) której część była zarezerwowana dla nieochrzczonych dzieci. Może o to chodziło bardziej autorom.