Nieapetyczne polskie słowo zapowiedź nie oddaje tego, co pokazuje teaser „Assasin’s Creed: Unity”. A dokładniej – czego nie pokazuje. Bo tak naprawdę, poza tym, że akcja gry toczyć się będzie w Paryżu, w czasie rewolucji francuskiej, nie dowiadujemy się z niego praktycznie nic. Jakiś pałac, ulica po przejściach (hehe), tu katedra, tam gilotyna…

Ale całość działa! Droczy się ze wzrokiem i z neuronową pajęczyną, która próbuje znaleźć detal mówiący więcej niż dodatkowe tysiąc scen.

Obejrzałam raz. Hmm. Mało. Drugi raz – tak, on chyba trzyma w dłoni zegarek. Trzeci raz – niee, nie widać żadnej charakterystycznej plamy w tłumie wokół szafotu. Czwarty – zaraz zaraz, może to nie Notre-Dame? Może katedra w Amiens? Pff, też nie. Piąty – a może coś rozpoznawalnego na ulicznych afiszach? Nie, znów pudło…

Najwyraźniej główkowanie nic nie da. Ubisoft pokazał dokładnie tyle, ile chciał pokazać: zbyt mało, by być czegokolwiek pewnym; wystarczająco dużo, by rozbudzić apetyt. Sztuka uwodzenia – level Assasin. Przynajmniej moim zdaniem.

Podobne Posty