Jeżeli jesteś fanem Władcy Pierścieni, Pieśni o Nibelungach czy gier MMORPG i masz w sobie coś z filozofa poszukującego odpowiedzi na fundamentalne pytania, to odetchnij, postaw przed tym wszystkim krzywe zwierciadło, usiądź wygodnie w fotelu i zapnij pasy, gdyż właśnie rozpoczynasz podróż do Aventasii – magicznego miejsca, które poniekąd poruszy wszystkie powyższe kwestie, ale w nieco inny sposób, dając jednak przy tym doskonałą odpowiedź jak tworzyć gry przygodowe w XXI wieku.

Fabuła i gameplay

The Book of Unwritten Tales opowiada historię bohaterów z przypadku, którzy w wyniku zbiegu wydarzeń zostają wplątani w konflikt między Aliantami i Armią Cieni. Ivo, Wilbur, Nate i Zwierzak łączą siły na prośbę archeologa Mortimera MacGuffina, który wpada na trop artefaktu mogącego przeważyć losy trwającej już zbyt długo wojny. Każdy z przedstawionych bohaterów reprezentuje osobną rasę, a ich zachowanie nacechowane jest typowymi stereotypami, których wzorce możemy odnaleźć w baśniowej literaturze. Ivo to zdystansowana i nieufna – zwłaszcza wobec ludzi  – przedstawicielka leśnych elfów. Wilbur to młody gnom, nieco naiwny, marzący raczej o wielkiej przygodzie, niż o stabilnej przytulnej gnomiej chacie naszpikowanej różnorakimi wynalazkami. Nate to typowy reprezentant rasy ludzkiej, pirat mający raczej na uwadze własny koniec nosa, niewierzący w żadne wyższe ideały i szukający możliwości zrobienie wszędzie dobrego interesu. Zwierzak natomiast reprezentuje rasę mi nieznaną, mówi we własnym języku i jest kompanem Nate’a.

The Book of Unwritten Tales

Gra jest typowym przedstawicielem point & click i składa się z pięciu etapów, podczas których musimy rozwiązać mniej lub bardziej skomplikowane zagadki. Przygotowane wyzwania nie należą do wybitnie trudnych, ale akurat w tym przypadku traktować to trzeba raczej jako zaletę, gdyż tytuł staje się tym samym dostępny szerszemu gronu odbiorców. Podczas przygody pojawią się misje solowe dla poszczególnych bohaterów, jak i opcja przeprowadzania działań całą drużyną, co zwiększa opcję kombinacji w przygotowanych zagadkach oraz daje możliwość przeprowadzanie bardziej skomplikowanych działań zespołowych. Oczywiście do tego wszystkiego trzeba włączyć typowe dla gatunku możliwości zbierania różnego rodzaju przedmiotów, łączenie ich i przekazywanie innym członkom wyprawy. W tym elemencie bardzo dobrze sprawdza się system podświetlania na czerwono kursora myszki, sugerując w ten sposób, że coś do czegoś pasuje. Niektórzy uznają to za pewne uproszczenie, które jednak przyspiesza to co metodą prób i błędów, i tak staralibyśmy się zrobić słysząc przy tym, że się nie da.

The Book of Unwritten Tales

Kraina Aventasii to także ciekawe i świetnie przygotowane lokacje, które zostały pieczołowicie opracowane w każdym szczególe. Pomimo tego, że gra jest już na rynku trzy lata (premiera odbyła się w marcu 2009), można by stwierdzić, że tytuł nic się nie postarzał, a jego silnik sprawdziłby się w podobnych dzisiejszych grach. To samo można powiedzieć o postaciach, których ruchy, mimika i gesty są zaprezentowany w bardzo naturalny sposób i patrząc na animacje odnosi się wrażenie dużej czułości estetycznej projektantów, która w ten właśnie sposób przejawia się w grze. Obszary przygotowane na poszczególne etapy są nie wielkich rozmiarów, pozwalają szybko się poznać i nie generują przez to niepotrzebnego chodzenia, a w przypadku ich większej ilości możemy zawsze liczyć na pomoc w postaci mapy pozwalającej między nimi przeskakiwać.

„To jest przeklęta przygodówka, nikt w niej nie umiera”

Rzadko kiedy zdarza mi się potrzeba zapinania pasów bezpieczeństwa podczas grania w grę komputerową. W przypadku The Book of Unwritten Tales, tego typu obostrzenie powinno zostać wpisane w Pegi, ponieważ różnego rodzaju nawiązania do dzisiejszej popkultury, przedstawione w przezabawny sposób, mogą nie tyle skończyć się bólem brzucha, co niebezpiecznym upadkiem. Może trochę to wyolbrzymiam, ale jak inaczej można opisać sytuacje, w której kręgosłup moralny pirata stara się naprostować dwóch zombi, stanowiących komitet do spraw ludzkiego traktowania nieumarłych? Jak zareagowalibyście, gdyby na waszej drodze  – wieloletniego gracza World of Warcraft – stanął metroseksualny, nieleczący, niewalczący, umiejący tylko rzucić „Immune” – paladyn?

The Book of Unwritten Tales

Tego typu wyśmiewających chwil w Księdze Nienapisanych Opowieści jest mnóstwo, obrywa się nawet twórcom gier przygodowych i fabularnych. Oczywiście napisanie tego wszystkie to jedno, a zagranie to drugie. W tym przypadku także należą się słowa uznania dla twórców za dobór aktorów oraz to jak zagrali oni swoje role. Warto też wspomnieć o polskim wydawnictwie IQ Publishing, które wzięło na siebie przetłumaczenie tych wszystkich zawiłych i pełnych podtekstów konwersacji w sposób bardzo rzetelny, a jak wiadomo z poziomem translacji w naszym kraju bywa różnie.

„Ukrywanie bugów”

Podczas ładowania się gry, pojawił się taki oto komunikat, który też chyba bardziej miał za zadanie przedstawić stosunek i podejście do tytułu. Z mniejszych bugów zdarzyło mi się, że bohater wylądował za obszarem monitora i przywrócenie tego stanu wymagało restartu, i cofnięcia się w scenariuszu. Taka sytuacja nie była jednak notoryczna i przytrafiła się bodajże trzy razy, po sześciogodzinnej serii rozgrywki (gra potrafi brutalnie zabić czas). Z drobniejszych spraw można też wymienić takie sytuacje jak chowanie zapalonej pochodni do gaci, czy gorsza jakość cut-scenek od samej gry. Ponarzekać muszę też na system zapisu, pozwalający na wygenerowanie tylko jednego save’a, któremu towarzyszyły zawsze dwa dodatkowe autozapisy, nierozwiązujące jednak problemu gdy do komputera podchodził drugi gracz i chciał wczytać stan swojej gry. W ogólnym rozrachunku są to jednak drobne mankamenty, niewpływające znacząco na jakość rozgrywki.

Warto czy nie warto

Wydawać by się mogło, że w dobie dynamicznych strzelanek, gdzie pierwszoplanową role ogrywa akcja, dzierżony w ręce karabin i jakaś tam fabuła, grom typu The Book of Unwritten Tales będzie się ciężko przebić i trafić do gustu graczy innych niż fani przygodówek. A jednak, The Book of Unwritten Tales posiada w sobie jakąś magię, która sprawia, że chce się w nią grać. Dzięki sympatycznym bohaterom, porządnej oprawie audiowizualnej oraz świetnie przygotowanym kwestiom dialogowym, tytuł wyróżnia się na tle innych, dając przy tym alternatywę pogrania w coś innego, równie mocno wciągającego co zabawnego, dlatego też w mojej opinii werdykt jest jeden – ZDECYDOWANIE WARTO

The Book of Unwritten Tales - recenzja
Podobno przygodówki wymierają. The Book of Unwritten Tales jest jednak doskonałym dowodem na to, że ten gatunek nadal może przynosić masę radochy.
Grafika80%
Audio80%
Grywalność90%
Plusy
  • Grafika i udźwiękowienie
  • Świetne dialogi i gra aktorska
  • Ciekawe zagadki
Minusy
  • System zapisu
  • Drobne bugi
83%Punktacja
Ocena czytelników: (0 Votes)
0%

O Autorze

Podobne Posty